Fascynują mnie nietuzinkowe biografie, wybitne historie, niesamowite wyczyny. Oglądanie / czytanie takich rzeczy, pomogło mi pogodzić się z diagnozą nieuleczalnej choroby. Poniżej wklejam link do jednego takiego filmiku – teoria niepełnosprawności
Stephen Hawking fascynuje mnie nie tylko jako genialny naukowiec (chociaż fizyka nigdy nie była moją mocną stroną, do dzisiaj śnią mi się czasem koszmary ze sprawdzianami z tego przedmiotu), ale przede wszystkim swoim pozytywnym podejściem do choroby. Tym, że „robił swoje”, mimo że lekarze dali mu diagnozę: 2 lata życia. On się tym chyba bardzo nie przejął albo za bardzo go zajmowały m.in. czarne dziury. Zdążył skończyć studia, ożenić się, zostać ojcem x 3, zdobyć tytuły naukowe & światowy rozgłos, rozwieść się, napisać książkę … Piszę o tym, ponieważ tym samym są dla mnie podróże. Potrzebuję powodu, żeby się nie poddawać. Samo mówienie masz być zdrowa, bo „tak trzeba” do mnie nie przemawia.
Powyżej wklejam link do fantastycznego artykułu z National Geographic, który świetnie tłumaczy dlaczego jednych ludzi (np. mnie) nosi po świecie, a innych nie. Mam młodszą siostrę i o ile Monika pojedzie raz czasem na „porządne wakacje”, to mnie nawet poważna choroba nie była w stanie … wręcz przeciwnie. Dorastałam w przekonaniu, że pójdę na studia, wyjdę za mąż, potem praca, dzieci, raz na rok wakacje … ale ooops nie wyszło. Diagnoza ‚stwardnienie rozsiane’ zdecydowanie zmieniła mój sposób myślenia.
Amelia czyżbyś czytała w moich myślach? Po zakończeniu tego wpisu przyjaciółka przesłała mi poniższy link. Nota bene, znamy się właśnie dzięki podróżom. Lata temu była moim gościem w ramach organizacji Couch Surfing. Z mało którym z moich (ex)gości utrzymywałam potem kontakt. Ale Amelia jest tym wyjątkiem, który mi baaardzo (mentalnie) pomógł w jednej chyba z najtrudniejszych chwil z sm. Dzięki! :*
Kiedyś w internecie znalazłam powyższe foto, które przedstawia Kraków (miasto, w którym chciałam studiować i aktualnie mieszkam) oraz irański Isfahan. Naprawdę nie wiem skąd wzięła się moje zainteresowanie Iranem. Fascynuje mnie wszystko co jest międzynarodowe, inne i właśnie taki jest dla mnie Iran. Poznałam wiele osób z tego kraju i moim zdaniem Irańczycy to najfajniejsza, najbardziej przyjacielska nacja na świecie. Pamiętam jak wyszłam z pracy (po przeprowadzce do Krakowa) i zobaczyłam tamtą kobietę ubraną w sposób, który wskazywał, że może pochodzić z Iranu. Nie byłabym sobą, gdybym nie podeszła i nie zapytała. Myślę, że od tamtego czasu Iran w taki czy inny sposób poprzez ludzi, których spotykałam, muzykę, przepyszne perskie lody, różne zabawne zrządzenia losu przewijał się przez moje życie. W końcu w lutym 2018 wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi spełniłam swoje długoletnie marzenie 🙂 Iran był wtedy moim 40-stym odwiedzonym krajem.
Sklep z perskimi dywanami w Esfahan
Chciałam się tam wybrać dwa razy, ale nie wyszło Ale co tam, do trzech razy sztuka! Szczegół, że ten trzeci raz był mega expresowy i tym sposobem w 4 (!!!) dni znalazłam się na pokładzie samolotu lecącego do Teheranu. Mój lot rozpoczął się w Pradze -> przesiadka w Kijowie -> تهران 🙂 Podczas ostatniego odcinka zastanawiałam się, co ja najmądrzejszego wyrabiam, zwłaszcza, że na Ukrainie moje mięśnie odmówiły współpracy … znowu ?! Na szczęście godzina snu w samolocie zdziałała cuda 🙂 W Teheranie wylądowałam w środku nocy, w chuście na głowie. Po wykupieniu ubezpieczenia, wizy i odczekaniu swojego, moim oczom ukazał się wielki portret ajatollaha Chamainiego.
Zaraz podszedł do mnie jakiś Irańczyk, który dał mi banknot 500.000 riali, pomógł kupić irańską kartę sim, wymienić pieniądze (nagle wymieniając 50 euro zostałam „milionerką”, 1 pln = 10.000 irr) i zorganizować taxówkę. Kierowca od razu dał mi kubek z wodą, drugi z herbatą i DUUUŻO cukru. Pokazałam mu adres pisany w farsi, on skinął głową i ruszyliśmy (szczegół, że ja nie miałam zielonego pojęcia dokąd). Do dzisiaj się śmieje, że miałam więcej szczęścia niż rozumu 😉 Taxówkarz wszedł ze mną do budynku, żeby sprawdzić czy mam gdzie mieszkać, właśnie tacy są Irańczycy 🙂
Teheran jest ogromnym miastem, zamieszkanym przez ponad 12 milinów ludzi. Jednym z charakterystycznych budynków jest wieża Azadii, zbudowana przez szacha Reza Pachlawiego dla uczczenia 2500 lat Imperium Perskiego. Mehdi, u którego mieszkałam, obwiózł mnie trochę po stolicy, zabrał do przepięknego Pałacu Golestan i pomógł złapać autobus do kolejnego miasta.
Powyższe zdjęcie przedstawia powód mojej szalonej eskapady – ميدان نقش جهان (Nobla dla tego, kto to przeczyta 😛 ) W chwilach zwątpienia, nieraz powtarzałam sobie, że jeszcze wyślę pocztówkę z Iranu, lekarzowi, który zdiagnozował u mnie SM i oczywiście koniec, końców postawiłam na swoim! Ostatnim punktem tej wyprawy było Shiraz, a potem 3-dniowa droga powrotna do Polski.
Słynne wino z Shiraz
Do mojego mieszkania wróciłam nad ranem, zostawiłam rzeczy i pojechałam do szpitala. Moja neurolog na mój widok stwierdził, że miałam być dzień wcześniej. Na co ja odpowiedziałam, że jadę do niej od 3 dni … z południa Iranu 😉
Wyjazd do Iranu był niesamowity, jedna z najlepszych przygód w życiu 🙂 Ale żeby Kraków „nie czuł się” poszkodowany, zamieszczam filmik, który moi brazylijscy znajomi zrobili pewnego pięknego, jesiennego dnia … żeby było ciekawiej tamten dzień rozpoczęłam w Turcji & lotem powrotnym.
To co uwielbiam w podróżowaniu, to oglądanie / poznawanie rzeczy miejsc, zwyczajów, potraw etc, których nie ma w moim miejscu zamieszkania (Kraków). Dlatego tak bardzo fascynował mnie Iran, który odwiedziłam w ubiegłym roku (prezent ode mnie dla mnie na 33 urodziny). W tym roku zafundowałam sobie jeszcze oryginalniejszy wyjazd – za koło podbiegunowe, w poszukiwaniu zorzy polarnej.
Nie jestem fanką zimy / zimna, nie uprawiam żadnych sportów zimowych i bardziej w moim stylu jest pakowanie szortów & bikini w styczniu. Na powyższym zdjęciu jestem w 4 warstwach ubrań, w tym 2 kurtkach zimowych, ale przynajmniej było mi ciepło 🙂 Żeby było ciekawiej 2,5 miesiąca wcześniej byłam na Wyspach Zielonego Przylądka & spędzałam Gwiazdkę pod palmą.
W jednym z najtrudniejszych momentów moich zmagań z sm siostra podsunęła mi książkę „Każdy ma swoje Kilimanadżaro” (lubimyczytac.pl/ksiazka/69622/kazdy-ma-swoje-kilimandzaro). Jest to książka opowiadająca historię niezwykłej wyprawy. Dziewięć niepełnosprawnych osób (w tym m.in. Janek Mela) którzy dzięki Annie Dymnej i fundacji Mimo Wszystko wyruszają do Afryki i z powodzeniem zdobywają Kilimandżaro. Po tej lekturze doszłam do wniosku, że skoro oni dali radę, ja też potrafię! Po latach miałam przyjemność osobiście spotkać Angelikę Chrapkiewicz – Gadek, jedną z uczestniczek ekspedycji. Agni jest niesamowita ze swoim super pozytywnym podejściem do bycia chorą :). Zachęcam do zapoznania się z jej blogiem – https://angisteps.pl .
Moja kariera „celebrytki” zaczęła się (jak wiele fajnych rzeczy) „przez przypadek” 😉 Kiedyś, jak nie mogłam pogodzić się z diagnozą, oglądałam / czytałam historie osób, które mierzyły się z nietypowymi wyzwaniami, życiowymi przeszkodami. Poniżej zamieszczam linki do moich 2 ulubionych filmików z YouTube:
każda sytuacja ma dwa oblicza, zależy jak na nie spojrzysz 😉
nigdy nie jest za póżno, żeby podjąć nowe wyzwanie!
Dla mnie czymś takim są właśnie podróże. Samo mówienie masz być zdrowa, bo tak trzeba, mnie nie przekonuje. Natomiast „odpowiednie poustawianie” sobie wszystkiego w głowie, sprawiło, że po tysięcznej wywrotce wstaję, otrzepuję spodnie i idę dalej!
Kiedyś, na potrzeby mojego slajdowiska, stworzyłam własną prywatną interpretację stwardnienia rozsianego,
która napędzała mnie do zrobienia jednej z najfajniejszych rzeczy w moim życiu 🙂